Dziś wrześniowe zlecenie od Ewy, która prosiła mnie o uszycie torby na urodziny trzynastoletniej chrześniaczki. Na prośbę na torbie miał się znaleźć koń bądź szczeniak. Wybrałam pierwszą opcję. Pomyślałam, że jeśli torba ma posłużyć na dłużej przydałoby się, by miała charakter bardziej dojrzalszy... bo przecież która 13-latka nie chciałaby "być już dorosła" ;). Trochę martwił mnie ten koń, ale gdy złapałam za pędzel ręka wiedziała co ma robić. Ewciu, dla Ciebie wszystko :)
I tak uszycie prezentu zajęło mi w sumie jeden dzień i chwilę z poranka na pozszywanie wszystkiego do kupy co samo w sobie zajmuje niewiele czasu i pracy. Torba 50% upcyklingowa, główny materiał - białe płótno to znalezisko w jednym z lumpeksów, satynowa podszewka nowa - zakupiona w przyjemnej cenie 14zł/mb, do tego zamek, wstążka, aplikacje i nici - wartość ok. 8zł. I wreszcie najdroższe z całego interesu farby do tkanin. Cena jednego koloru (50ml) to 13zł. Farby są mało wydajne, często ciężko kryjące, więc trzeba poprawiać i poprawiać... a do tego sam proces malowania wymaga dużo czasu i skupienia. Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że chciałabym niektórym uświadomić za co tak naprawdę się płaci. Moi drodzy, ja wiem, że w dobie ery chińczyka to jest ciężkie do zrozumienia, ale to nie skrawek materiału czy metr nici czyni wartość rękodzieła, lecz proces twórczy, projekt, zużyty czas i poświęcenie. Jeśli chcecie mieć wyjątkowy, oryginalny i zrobiony tylko dla was produkt, to uszanujcie to, że ktoś poświęca swój czas i swoje szare komórki by go dla was stworzyć. Czym jest te 30, 40zł w porównaniu z radością jaką sprawi?... Już nie zrzędzę :) wrzucam foty i milknę.




